Archiwum

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin

piątek, 5 lutego 2010

FAWORKI SEZAMOWO-KOKOSOWE


Karnawał jeszcze się nie skończył , a zatem proponuję znowu coś smażonego. Tym razem faworki , ale trochę inne niż te tradycyjne , bo z dodatkiem sezamu i mleczka kokosowego , a do tego lukrowane , a nie posypywane cukrem pudrem. I jeszcze jedno: ciasto łatwo się wyrabia i nie trzeba go tłuc wałkiem ! Mam nadzieję , że to dodatkowo zachęci Was do spróbowania , bo faworki są pyszne :-) Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki:
- 300 g mąki
- 1/2 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżki sezamu
- 5 łyżek (70 g) masła
- 1 jajko
- 100 ml mleczka kokosowego

Do miski przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. W drugiej misce ubić jajko i wymieszać z mleczkiem kokosowym.
Zimne masło pokroić na drobne kawałeczki i rozetrzeć z mąką. Dodać sezam , a potem miksturę jajeczną - wymieszać do połączenia się składników. Następnie wyłożyć na blat i zagnieść gładkie ciasto (gdyby było zbyt twarde , należy dodać trochę mleczka kokosowego , a do zbyt luźnego dosypać mąki). Przykryć miską i zostawić na pół godziny. Po tym czasie ciasto cienko rozwałkować na kształt prostokąta , pociąć radełkiem lub nożem na krótkie paskie , po środku każdego robić nacięcie i przeplatać formując faworki. Smażyć na oleju na złotobrązowy kolor , odcedzać i osączać na papierowym ręczniku.

Lukier:
- 1 szkl. cukru
- 3/4 skl. wody

Wodę z cukrem wymieszać i gotować do tej pory , aż syrop zredukuje swoją objętość o połowę. Zestawić z ognia , maczać usmażone faworki , aż całe pokryją się lukrem , wyjmować i układać na kratce kuchennej do wystygnięcia.

niedziela, 31 stycznia 2010

CIASTO Z BIAŁEK


Zwane jest także ciastem szklankowym. Proste i smaczne , idealne do wykorzystania zapasów białek (a potrzeba ich dokładnie tyle , ile zostało mi po ostatnich pączkach). Za makiem aż tak bardzo nie przepadam , zwłaszcza nie mielonym , więc połowę zastąpiłam wiórkami kokosowymi , a te z kolei uwielbiam , o czym zresztą już wiecie ;-)

Składniki:
- 1 szkl. mąki
- 1 szkl. maku (suchego, nie mielonego) lub wiórków kokosowych (dałam po połowie jednego i drugiego)
- 1 szkl. białek (8 sztuk)
- 1 szkl. cukru
- 1/2 szkl. stopionego masła (ostudzonego)
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 szkl. bakalii (orzechy, rodzynki, owoce kandyzowane)
- 1 łyżeczka ekstraktu migdałowego

Białka ubić na sztywno, dosypując stopniowo cukier. Następnie wlewać masło , ciągle ubijając , oraz ekstrakt. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia , makiem (wiórkami) i bakaliami , dodać do białek i wymieszać łyżką. Piec w formie keksowej (u mnie 12 x 22 cm) przez 40-50 minut w temp. 200-210 st.C.

środa, 27 stycznia 2010

BOSTON CREAM DOUGHNUTS


To jedne z najpopularniejszych amerykańskich pączków.
Ciasto do nich powinno być bardzo puszyste i lekkie , ale przyznaję się bez bicia , że u mnie aż tak bardzo nie było , bo po pierwsze: jak zwykle się spieszyłam i nie pozwoliłam mu dobrze wyrosnąć , a po drugie wyszło nieco gęstsze niż przewiduje przepis (pomimo , że nie zużyłam całej mąki). Pączki nadziewa się dopiero po usmażeniu masą budyniową , a potem jeszcze zamacza lub smaruje się polewą czekoladową. W sumie sporo pracy , ale za to efekt końcowy to pokusa nie do odparcia ;-)

Przepis pochodzi z czekoladowej strony Godiva.


Krem budyniowy:
- 1/3 szkl. cukru
- 1 i 1/2 szkl. mleka
- 3 łyżki mąki ziemniaczanej lub skrobi kukurydzianej
- 4 żółtka , o temp. pokojowej
- 2 łyżki (25 g) masła , o temp. pokojowej
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

W garnuszku z grubym dnem zagotować 1 szklankę mleka z cukrem od czasu do czasu mieszając , aż cukier się rozpuści. Resztę mleka wymieszać z mąką i żółtkami , wlać do gotującego się mleka i ciągle mieszając (łatwo się przypala) ponownie zagotować , aż masa zgęstnieje. Zdjąć z ognia , dodać masło i wanilię , dokładnie wymieszać i ostudzić od czasu do czasu mieszając , żeby nie zrobiła się "skórka". Następnie szczelnie przykryć i wstawić do lodówki.

Ciasto:
- 3/4 szkl. ciepłego mleka
- 1 op. suszonych drożdży (2 i 1/4 łyżeczki)
- 1/3 szkl. cukru
- 3 i 1/4 szkl. mąki (ja dałam 3 szkl. i ciasto wyszło nieco za gęste)
- 5 łyżek (70 g) masła , o temp. pokojowej
- 4 żółtka , o temp. pokojowej
- 3/4 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki kardamonu (pominęłam)
- 1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej (pomięłam)

Drożdże rozpuścić w mleku z 1 łyżeczką cukru i pozostawić na 3 minuty , aż zaczną się pienić.
Dodać 1 i 1/2 szkl. mąki i dokładnie wymieszać. Przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na 45 minut.
Dużą miskę natłuścić 1 łyżką masła. Do zaczynu dodać resztę masła , cukier , żółtka , sól i przyprawy (ja zamiast nich dodałam trochę cukru waniliowego). Dokładnie wymieszać mikserem lub łyżką , a następnie dodawać resztę mąki (1 i 1/2 szkl) po pół szklanki na raz. Miksować przez 5 minut - ciasto powinno być miękkie i nie dające się uformować w kulę , ale jeśli jest zbyt luźne , należy dodawać stopniowo po 1 łyżce pozostałą mąkę (1/4 szkl.).
Ciasto przełożyć do natłuszczonej miski , przewrócić , żeby pokryło się masłem z każdej strony. Miskę przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na ok. 2 godziny (ciasto powinno w tym czasie urosnąć trochę więcej niż dwukrotnie).
Dużą blachę lub stolnicę wyłożyć pergaminem i posypać mąką. Powierzchnię blatu również posypać mąką , wyłożyć ciasto i delikatnie przycisnąć w celu odgazowania. Za pomocą rąk , rozpłaszczyć ciasto na grubość ok. 12 mm. Przykryć folią i zostawić na 5 minut , żeby ciasto odpoczęło.
Okrągłą foremką do ciastek (ok. 6 cm średnicy) maczaną w mące , wycinać krążki. Za pomocą umączonej szpatuły przenosić pączki na przygotowany pergamin , poprawić kształt , jeśli się zdeformowały i zostawić do wyrośnięcia na ok. 20 minut lub do momentu , aż urosną prawie dwukrotnie.

W dużym rondlu rozgrzać olej do temp. 185 st.C. Szpatułę maczać w gorącym oleju i przenosić nią wyrośnięte pączki do rondla. Smażyć 1 minutę lub półtorej (na złotobrązowo). Usmażone pączki odcedzać i osączać na papierowym ręczniku. Kiedy ostygną na tyle , żeby dało się je dotykać , zrobić z boku pączków otwory przez środek , za pmocą długiej nasadki od dekoratora. Ostudzić całkowicie przed nadziewaniem.

Polewa:
- 85 g czekolady (gorzkiej , półsłodkiej lub mlecznej - wedle uznania)
- 2 łyżki wody
- 4 łyżeczki syropu kukurydzianego typu "light"
- 1/3 szkl. cukru
- 1 łyżka masła , ogrzanego do temp. pokojowej

Zagotować wodę z cukrem i syropem. Zdjąć z ognia i dodać posiekaną czekoladę. Pozostawić na 2 minuty , dodać masło i wymieszać na gładką masę.


Krem budyniowy wyjąć z lodówki , dokładnie wymieszać , nałożyć do dekoratora z szeroką końcówką i napełniać wystudzone pączki. Następnie maczać w polewie (moja trochę za mocno zgęstniała , więc smarowałam nożem) i odkładać do zastygnięcia.

Według przepisu z podanej porcji wychodzi 12-14 pączków - u mnie wyszło kilka sztuk więcej.

sobota, 23 stycznia 2010

MUFFINY DWUKOLOROWE


Chciałam upiec coś słodkiego a , że nie miałam zbyt wiele wolnego czasu , to mój wybór padł na muffiny. Zresztą dosyć dawno ich tu u mnie nie było ;-) Trochę bardziej skomplikowane (jeżeli w ogóle można tak o muffinach powiedzieć , bo to chyba najprostsze z wypieków) , ponieważ ciasto trzeba podzielić na dwie części i nakładać do foremek malutkimi porcjami. Ja oczywiście musiałam sobie ułatwić zadanie i nakładałam łyżką , ale wtedy wychodzą tylko dwie lub trzy warstwy. Ogólnie muffinki z tego przepisu są całkiem smaczne, choć jak dla mnie trochę za suche - nie aż tak , jak np. babka piaskowa , ale ja po prostu wolę te zdecydowanie wilgotne.

Składniki na 12 sztuk:
- 2 szkl. mąki
- 1 płaska łyżka proszku do pieczenia
- duża szczypta soli
- 3/4 szkl. cukru
- 2 jajka
- 1 szkl. mleka
- 6 łyżek oleju lub roztopionego masła
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- 2 łyżki "Nutelli" (lub po prostu kakao)

W jednej misce roztrzepać jajka z mlekiem , olejem i wanilią. Do drugiej miski przesiać mąkę z solą i proszkiem do pieczenia , wymieszać z cukrem. W środku zrobić wgłębienie , wlać mokre składniki i krótko , niedokładnie wymieszać. Ciasto podzielić na połowę. Do jednej dodać "Nutellę" (lub kakao) i wymieszać , drugą część pozostawić jasną. Nakładać łyżeczką na przemian jedno i drugie ciasto do foremek , aż do wyczerpania składników (trochę się spieszyłam i użyłam dużej łyżki , stąd u mnie tylko dwie warstwy , lekko zamieszane patyczkiem).
Piec w temp. 200 st.C przez ok. 20 minut.

środa, 20 stycznia 2010

PĄCZKI Z DZIURKĄ NA MAŚLANCE (Buttermilk Donuts)


Karnawał w pełni , więc czas na coś smażonego. Kiedyś już podawałam jeden przepis na pączki maślankowe , ale bez drożdży. Tym razem wypróbowałam inną recepturę - z drożdżami i z proszkiem do pieczenia jednocześnie , a do tego bez jajek. Tego typu pączki są inne od tych tradycyjnych drożdżowych , ale bardzo smaczne. Ważne jest jednak , aby olej do smażenia rozgrzać do odpowiedniej temperatury , bo w zbyt niskiej pączki nasiąkną tłuszczem i będą niesmaczne , a przy zbyt wysokiej za szybko się zarumienią. Choć w tym przypadku lepiej nieco zawyżyć temperaturę , bo ciasto jest małosłodkie , więc aż tak łatwo się nie przypala , a dość duża ilość spulchniaczy sprawia , że "donaty" szybko się smażą i są małe szanse na to , że pozostaną surowe w środku. Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki:
- 1 łyżka suszonych drożdży
- 1/2 szkl. ciepłej wody
- 1/2 szkl. maślanki
- 3 łyżki tłuszczu roślinnego typu "Planta" (nie zastępować olejem)
- 3 łyżki cukru
- 2 i 1/2 - 3 szkl. mąki
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka soli

- olej do smażenia

Drożdże rozpuścić w wodzie i odstawić na 5 minut. Dodać maślankę , rozpuszczony tłuszcz , cukier , 1 i 1/2 szkl. mąki , proszek do pieczenia i sól , dobrze wymieszać. Następnie dosypać tyle mąki , żeby powstało miękkie ciasto. Wyłożyć je na posypany mąką blat i chwilę zagniatać , po czym rozwałkować na grubość ok. 12 mm i wycinać kółka o średnicy ok. 6 cm , a w środku jeszcze malutkie kółeczka. Poukładać na posypanej mąką powierzchni , przykryć i zostawić do wyrośnięcia na 45 minut lub do podwojenia objętości.
Olej rozgrzać do temp. 190 st.C. Partiami wkładać pączki i smażyć ok. 2 minuty , a następnie przewrócić. Wyjmować na ręcznik papierowy do odsączenia. Ciepłe pączki polukrować (lukier zrobiłam z ok. 3/4 szkl. cukru pudru i niewielkiej ilości mleka).

Z podanej porcji wychodzi 14-20 pączków.

niedziela, 17 stycznia 2010

DUET BISZKOPTOWY Z JOGURTEM


Warstwowe , ale bardzo proste ciasto. Przepis na nie miałam zapisany już od dawna w swoim notatniku , ale jakoś nigdy wcześniej nie było okazji , żeby z niego skorzystać. Prawdopodobnie pochodzi on tak naprawdę z gazetki "Ciasta domowe" , bo z doświadczenia wiem , że tamtejsze przepisy choć ciekawe , to często wymagają dopracowania. Tak było i z tą recepturą. Piekłam to ciasto już dwa razy , jednak za pierwszym razem dolna warstwa wyszła zbyt tłusta , a biszkopt aż za bardzo puszysty. Dokonałam kilku zmian i za drugim razem ciasto było zdecydowanie lepsze. Być może za trzecim też jeszcze bym trochę pokombinowała (pominęłabym proszek do pieczenia w biszkopcie i dodała więcej mąki do ciasta dolnego) , ale póki co zostawiam tak jak jest , bo ciasto już jest dobre - delikatne i mięciutkie , a dzięki jogurtowi wyraziste w smaku.

Ciasto:
- 10 dag mąki
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 5 dag masła
- 10 dag cukru pudru
- 1 żółtko
- 2 łyżki śmietany

Biszkopt:
- 3 jajka
- 3 łyżki cukru
- 3 czubate łyżki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Ponadto:
- 2 kubki (u mnie po 170 g każdy) jogurtu brzoskwiniowego (wyjąć wcześniej z lodówki , żeby się ogrzał)
- posiekane orzechy laskowe do posypania

Na ciasto: Masło utrzeć z cukrem pudrem , żółtkiem i śmietaną. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i wymieszać. Ciasto wyłożyć do blaszki (20 x 30 cm) i równo rozsmarować. Piec w temp. 180 st.C przez ok. 20 minut (nie musi być zarumienione , ale sprężyste w dotyku).

Na gorące ciasto wyłożyć jogurty i piec jeszcze 5 minut.

Utrzeć żółtka z cukrem i 2 łyżkami wody , połączyć z ubitą pianą z białek i mąką wymieszaną z proszkiem. Wyłożyć na ciepłe ciasto i posypać orzechami. Piec kolejne 15-20 minut.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

MURZYNEK Z KOKOSEM


I znowu wszystko przez ten kokos , bo chociaż lubię tradycyjnego murzynka , to raczej bym się na niego w najbliższym czasie nie skusiła , ale , że z kokosem , to po prostu musiałam spróbować. Pomysł na niego podpatrzyłam na blogu Ilonkowo , jednak samo ciasto zrobiłam według własnego przepisu. Wiedziałam , że smak mnie nie zawiedzie , najwyżej wizualnie mogło być coś nie tak... No właśnie , jak zwykle nierówno podzieliłam ciasto (na górze dałam go mniej) , ale kto by się tym przejmował , ważne , że wyszło smaczne :-)


Ciasto:
- 1 kostka margaryny
- 2 szkl. cukru
- 1/2 szkl. wody
- 3 płaskie łyżki kakao
- 4 jajka (białka oddzielnie)
- 2 szkl. mąki
- 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- aromat waniliowy

Margarynę , wodę , cukier i kakao zagotować w garnku , do momentu , aż cukier się rozpuści. Z tego odlać 1/2 szkl. na polewę. Resztę lekko przestudzić i dodać żółtka , a następnie mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i aromat. Na koniec dodać pianę z 4 białek , delikatnie wymieszać. Połowę ciasta wyłożyć do blaszki (u mnie 20 x 30 cm) wyłożonej pergaminem. Na tym rozłożyć łyżką , kupka przy kupce , masę kokosową. Na wierzch wylać resztę ciasta i równo rozsmarować. Piec około 50 minut w temp. 200 st.C. Jeszcze lekko ciepłe polać odlaną wcześniej polewą (ciasta nie trzeba wstawiać do lodówki , polewa i tak zastygnie).

Masa kokosowa:
- 4 białka
- 20 dag cukru
- 20 dag wiórków kokosowych
- ew. 1 łyżeczka soku z cytryny

Białka ubić , a następnie dodawać stopniowo cukier (i ew. sok cytrynowy) ciągle ubijając. Pianę wymieszać z wiórkami kokosowymi.

środa, 6 stycznia 2010

PROSTY JASNY CHLEB NA ZAKWASIE


Kiedyś była już notka z tym chlebem w roli głównej , ale nie podawałam wtedy przepisu , tylko odnośnik do strony. Był to mój pierwszy chleb na zakwasie i jak się później okazało , nasz ulubiony. Teraz piekę go przynajmniej dwa razy w tygodniu , więc pomyślałam , że muszę zapisać recepturę na blogu zanim znowu gdzieś przepadnie (autorka w międzyczasie zmieniała adres swojej strony).
Chleb nie jest pracochłonny , choć jego przygotowanie jest rozłożone w czasie - pierwszego dnia wieczorem robię zaczyn , następnego dnia wyrabiam ciasto , a piekę dopiero trzeciego dnia rano. Można przyśpieszyć ten proces i upiec chleb dzień wcześniej , ale warto poczekać , bo długie leżakowanie w chłodzie bardzo dobrze wpływa na strukturę miąższu i na smak chleba.
Z tego przepisu korzystam już od dosyć dawna i właściwie za każdym razem chleb wychodzi troszkę inny - zawsze bardzo smaczny , ale nigdy do końca nie wiadomo jaki dokładnie przybierze kształt , czy dobrze wyrośnie albo , czy może wyrośnie aż za bardzo. Przez dłuższy czas dodawałam jedną łyżkę zakwasu i chleb rósł jak szalony , ale bywało , że i na dwóch łyżkach bardzo niemrawo się podnosił. Może to wina mąki , może temperatury (np. ostatnio jest u nas znacznie chłodniej niż zazwyczaj) albo siły wyższej ;-) W każdym bądź razie chlebek jest wspaniały i raz jeszcze dziękuję Mirabbelce za ten przepis.


Na zaczyn:
- 5 łyżek mąki pszennej (typ 550)
- 1/2 szklanki wody (plus 1-2 łyżki)
- 1-2 łyżki zakwasu żytniego

Składniki zaczynu wymieszać, przykryć i zostawić do przefermentowania na 12-16 godzin w temperaturze ok. 21 st. C.
Następnego dnia potrzebujemy w kuchni około 3 godzin z przerwami, aby:

Dodać do przefermentowanego zaczynu:
- 400 g mąki pszennej typ 550 (używam chlebowej)
- 50 g mąki żytniej
- ok. 1 szkl. wody
- 1 łyżeczkę soli

Wymieszać wszystkie składniki ciasta , oprócz soli. Wyrabiać tylko tak długo, żeby składniki się połączyły. W razie potrzeby dodać wody lub mąki. Gotowe ciasto odstawić przykryte folią na około 30 minut. Dodać sól i wyrobić jeszcze raz (przez ok. 2 minuty). Ciasto powinno być niezbyt ścisłe.

Sól możemy rozpuścić w połowie łyżeczki letniej wody i dopiero wtedy dodać do ciasta. Mamy wówczas nie tylko pewność, że dobrze rozprowadzi się w masie chlebowej, ale przez dodanie jeszcze odrobiny wody zmienimy konsystencję ciasta na nieco luźniejszą. A im mniej ścisłe ciasto uda nam się zrobić i uformować jednak z niego bochenek, tym lepszy efekt końcowy.

Wyrobione ciasto włożyć do miski lekko wysmarowanej olejem, obrócić żeby całość pokryła się warstewką tłuszczu (łatwiej będzie wyjmować do odgazowania) i odstawić do wyrośnięcia, łącznie na około 2 i 1/2 godziny.
Po 50 minutach lekko wyrośnięte ciasto wyjąć, a raczej wyrzucić z miski na lekko oprószony mąką blat. Odgazować, czyli rozpłaszczyć na blacie w formie prostokąta, podzielić go w myślach na 3 części, założyć dolną na górną, lekko przyciskając, potem górną na dolną tak samo (tak jak składamy papier listowy), potem lekko założyć krótsze boki do środka, formując kulę i z powrotem do miski na kolejne 50 minut. Powtórzyć czynność odgazowywania i składania bochenka i znów odstawić na 50 minut.
Po tym czasie i ostatnim wyrośnięciu uformować delikatnie podłużny , bądź owalny bochenek, ułożyć go w koszyku do wyrastania lub w misce wyłożonej ściereczką i posypanej mąką , do ostatniego wyrośnięcia na ok. 2 lub 2 i 1/2 godziny w temperaturze ok. 24 st.C lub też w zimnie w temp. 10 st.C na ok. 8 godzin , a w lodówce nawet 16 godzin (wyrastanie chleba w chłodnym miejscu jest bardzo polecane) - u mnie leżakuje w lodówce nawet dłużej niż 16 godzin.
Po całkowitym wyrośnięciu odwrócić energicznie koszyk, wyłożyć ostrożnie chleb na łopatę posypaną mąką, naciąć i włożyć do piekarnika (u mnie bezpośrednio na blachę).
Piec w temperaturze 240 st.C przez ok. 40-45 minut (ja zawsze piekę w nieco niższej temperaturze ok. 220 st.C przez 40 minut , nie dłużej).

piątek, 1 stycznia 2010

SZARLOTKA SEROWA


Szarlotka , więc wiadomo , że z jabłkami , ale serowe ciasto to dla mnie nowość. Koniecznie musiałam wypróbować takie połączenie. Trochę problemów przysporzyło mi rozsmarowanie ciasta na jabłkach (nie wałkuje się go , bo jest zbyt rzadkie) , ale jakoś sobie poradziłam. Ciasto jest wilgotne od sera , soczyste od jabłek i w ogóle bardzo smakowite , więc warto się "pomęczyć". Przepis podała Agnieszka na swoim blogu.

Składniki:
- 300 g mąki
- 200 g cukru
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 200 g zimnego masła drobno pokrojonego
- 250 g tłustego twarogu
- 2 jajka
- 1 i 1/2 kg jabłek (jak dla mnie 1 kg był wystarczający)
- sok i skórka otarta z 1/2 cytryny
- 1 łyżka cukru (jeżeli jabłka są bardzo kwaśne)

Mąki , proszek do pieczenia i cukier wymieszać w dużej misce. Dodać pokrojone masło i ucierać mikserem lub malakserem , aż ciasto przybierze formę kruszonki. Następnie dodać pokruszony ser i jeszcze chwilę miksować. Na koniec dodać jajka i miksować do połączenia składników. Powstanie bardzo miękkie ciasto , nie nadające się do wałkowania , które należy wstawić do lodówki.
W międzyczasie czasie przygotować jabłka - obrać , pokroić w plastry , posypać skórką cytrynową , skropić sokiem z cytryny i ew. posypać 1 łyżką cukru.
Ciasto podzielić na dwie części. Jedną część wyłożyć do natłuszczonej i posypanej tartą bułką lub wyłożonej pergaminem blaszki (u mnie 20 x 30 cm) , równo rozsmarować i rozłożyć na niej jabłka. Następnie nałożyć drugą część ciasta (najlepiej robić to łyżeczką układając gęsto malutkie kopczyki) i też rozsmarować. Nie jest to łatwe zadanie , ale wykonalne ;-) Można pomagać sobie zwilżonymi w zimnej wodzie palcami.
Piec w temp. 190-200 st.C. około 40 minut (ja piekłam 10 minut dłużej) , na rumiano. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.

niedziela, 20 grudnia 2009

CIASTKA - LASECZKI


To już ostatni przedświąteczny wpis. Dwukolorowe ciasteczka w kształcie laseczek na pewno spodobają się i posmakują szczególnie dzieciom. Można je też powiesić na choince - będzie większa atrakcja dla maluchów. Przepis pochodzi z tej strony.

Wszystkim odwiedzającym mojego bloga życzę zdrowych , spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku :-)



Składniki:
- 3/4 kostki masła
- 1 szkl. cukru (dałam 3/4 szkl.)
- 1 duże jajko
- po 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego i migdałowego
- 2 i 1/4 szkl. mąki
- czerwony barwnik spożyczy (dałam 10 kropli)

Miękkie masło utrzeć z cukrem za pomocą miksera. Dodać jajko i dobrze ubić. Wymieszać z ekstraktami , a następnie stopniowo dosypywać mąkę. Ciasto podzielić na połowę. Jedną część zabarwić na czerwono (lub różowo). Nabrać po łyżce białego i czerwonego ciasta , z każdego utoczyć wałeczek o długości ok. 15 cm. Wałeczki spleść ze sobą , skleić końce , uformować laskę. Czyności powtórzyć aż do wyczerpania składników. Gotowe ciasteczka ułożyć na nienatłuszczonej blasze i piec 8-10 minut w temp. 200 st.C. (nie powinny się zarumienić).
Z tej porcji wychodzi ok. 25 sztuk.

Uwagi:
Ciasto jest bardzo miękkie , ale nie klei się do rąk. Jeżeli jednak wyjdzie zbyt miękkie , aby udało się "ulepić" z niego laseczkę , wtedy można je wstawić na kilka minut do lodówki (nie za długo , bo wtedy z kolei będzie się łamać przy formowaniu).

piątek, 18 grudnia 2009

KRAJANKA PIERNIKOWA Z MARCEPANEM I POWIDŁAMI


A oto słynny przepis Bajaderki z forum CinCin. Pojawiał się już na wielu blogach kulinarnych , a ja dopiero teraz postanowiłam w końcu go wypróbować. W sumie może to i dobrze , że tak późno , bo m-żonek już od dawna by mnie męczył , żebym częściej piekła takie ciasto ;-) Aromatyczne , z lekka ciągnące i baaardzo słodkie , ale jakie dobre ! - mmm...
Nie wszystko jednak udało się tak , jak powinno. Pomimo uwag w komentarzach , że masa marcepanowa wychodzi za rzadka , zrobiłam dokładnie według przepisu , tyle tylko , że użyłam marcepanu zamiast pasty migdałowej. No i jednak wyszła zbyt rzadka. Miałam nadzieję , że podczas pieczenia stężeje , ale na drugi dzień , po pokrojeniu ciasta , zaczęła powoli wypływać. I tak świąteczne ciasto zjedliśmy przed Świętami.
Upiekłam jednak drugą krajankę. Tym razem użyłam pasty migdałowej i zrobiłam gęstszą masę. Udało się i teraz ciasto czeka na TEN dzień. Co prawda powinno leżakować kilka tygodni , ale ono już na drugi dzień po upieczeniu jest dobre , więc kto by czekał tyle czasu ? ;-)

Ciasto:
- 3 1/3 szklanki mąki
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżka cynamonu
- 1 łyżeczka kardamonu
- 1 łyżeczka imbiru
- po 1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej i goździków
- po 1/4 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu i ziela angielskiego
- szczypta soli
- 1/2 szklanki miodu
- 1 szklanka cukru (dałam 3/4 szkl.)
- 1/2 kostki masła
- 1 jajko
- drobno posiekane orzechy, skórka pomarańczowa

- powidła śliwkowe

Masa marcepanowa:
- 225 g pasty migdałowej*
- 1/2 szklanki cukru
- 2 żółtka (dałam jedno)
- 1/3 szklanki mąki
- 1 łyżka mleka
- po 1 łyżce soku pomarańczowego i cytrynowego (dałam tylko 1 łyżkę)
- 1 łyżeczka olejku migdałowego

Pastę migdałową rozetrzeć z cukrem, dodać pozostałe składniki i dobrze wymieszać.

*Za pierwszym razem robiłam z marcepanem , ale pasta migdałowa chyba jednak jest lepsza.

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia , sodą i solą , dodać posiekane orzechy i skórkę pomarańczową.
Miód , cukier i masło dosyć mocno rozgrzać (ale nie zagotować) w dużym rondlu , dodać przyprawy korzenne , wymieszać. Wsypywać stopniowo mąkę , ciągle mieszając (najlepiej robić to dużą , drewnianą łyżką), aż ciasto zacznie odstawać od rondla. Zdjąć z ognia , lekko przestudzić , dodać jajko i wymieszać. Ciasto przełożyć na stolnicę i krótko wyrobić lekko podsypująć mąką w razie konieczności. Jeszcze ciepłe podzielić na dwie części. Każdą z nich rozwałkować na prostokąt wielkości blachy - 33 x 20 cm (u mnie 30 x 20 cm). Jeden placek przenieść na blachę wyłożoną pergaminem. Zostawiając 1 cm margines rozsmarować na cieście masę marcepanową (można posypać rodzynkami , jeśli ktoś lubi) , na marcepanie rozprowadzić równo powidła. Przykryć drugim plackiem , dobrze zlepić brzegi i piec ok. 25 - 30 minut w temp. 180 st.C. Wyjąć z piekarnika , lekko przestudzić i jeszcze ciepłe polukrować. Zostawić odkryte na całą noc. Na drugi dzień pokroić na małe kwadraciki. Przechowywać w szczelnej puszce w warstwach przełożonych pergaminem.

Lukier:
- 1 szklanka cukru pudru
- 3 łyżki koniaku (u mnie 2 łyżki wody i 1 łyżka soku cytrynowego , ale następnym razem zrobię lukier z białkiem - jest bardziej plastyczny)

Utrzeć na jednolitą masę.

Uwagi:
Ciasto powinno poleżeć w puszce nawet kilka tygodni po upieczeniu , żeby nabrało właściwego aromatu , ale już na drugi dzień jest bardzo dobre.

Przygotowując masę marcepanową radzę dodawać płyny stopniowo , a żółtko tylko jedno - łatwiej potem czegoś dodać niż , żeby masa wyszła zbyt rzadka.

wtorek, 15 grudnia 2009

CIASTO KOKOSOWO-MAŚLANKOWE


Kiedyś już piekłam podobne ciasto , ale akurat miałam do wykorzystania maślankę , więc postanowiłam wypróbować tym razem przepis z bloga "Słodkie pogawędki" (zresztą na ciasta kokosowe to mnie specjalnie nie trzeba namawiać i już mam na oku następne ;-) Proste do zrobienia i bardzo smaczne - ach , ta zapieczona na wierzchu kokosowa skorupka...


Składniki:
- 200 g cukru
- 500 g mąki
- 1 mały proszek do pieczenia (4 łyżeczki)
- 3 jajka
- 1 szkl. maślanki (jeśli jest gęsta dodać jeszcze 1/3 szkl.)
- 2 łyżki oleju
- odrobina ekstraktu waniliowego (dodałam od siebie)

Ponadto:
- 200 g wiórek kokosowych
- 100 g cukru

Jajka ubić z cukrem (200 g) na puszystą masę. Dodać olej , maślankę , a na koniec mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Ciasto wyłożyć na blachę (20 x 30 cm), wyrównać i posypać wiórkami kokosowymi wymieszanymi z cukrem (100 g). Piec ok. 35 minut w temp. 180 st.C (sprawdzić patyczkiem).

Polewa:
- 80 g masła
- 100 ml mleka

Masło rozpuścić w mleku i podgrzać do dość wysokiej temperatury.
Upieczone , ale jeszcze gorące ciasto polać gorącą polewą , pozostawić do wystygnięcia.

Uwagi:
Przed polaniem ciasto można ponakłuwać cienkim patyczkiem , wtedy polewa łatwiej wsiąknie.

sobota, 12 grudnia 2009

LUSSE BRÖD


W dniu św. Łucji (13-go grudnia) obchodzone jest w Szwecji święto światła , które jest jednocześnie zapoczątkowaniem bożonarodzeniowych przygotowań. Tradycyjnie tego dnia piecze się szafranowe bułeczki o fantazyjnych kształtach. Nie dodaje się do nich jajek , a żółty kolor zyskują właśnie dzięki szafranowi. Są różne przepisy na Lusse Bröd (czy też Lussekatter) - który z nich jest najbardziej zbliżony do oryginału ? - tego nie wiem. Mój pochodzi z książki "The book of bread" Christine Ingram i Jennie Shapter.

Składniki na 12 bułeczek:
- 120 ml mleka
- szczypta szafranu
- 400 g mąki białej chlebowej
- 50 g zmielonych migdałów
- 1/2 łyżeczki soli
- 75 g drobnego cukru
- 25 g świeżych drożdży (dałam 7 g suszonych)
- 120 ml ciepłej wody
- kilka kropli esencji migdałowej
- 50 g masła

Do posmarowania:
- 1 jajko
- 1 łyżk wody

Mleko zagotować w małym garnuszku , dodać szafran , zdjąć z ognia i zostawić na ok. 15 minut.
Mąkę wymieszać z migdałami , solą i cukrem. Dodać rozpuszczone w wodzie drożdże , szafranowe mleko i esencję migdałową. Dobrze wymieszać , a następnie dodawać stopniowo miękkie masło. Przełożyć na lekko posypaną mąką stolnicę i wyrabiać około 5 minut , aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Włożyć do naoliwionej miski , przykryć folią i zostawić w cieple do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (do podwojenia objętości).
Wyrośnięte ciasto przełożyć na stolnicę , lekko zagnieść , podzielić na 12 jednakowej wielkości kawałków , toczyć wałeczki i formować różne kształty (takie jak na zdjęciu).

Bułeczki w kształcie litery "S" i "U" formujemy z pojedynczych wałeczków , a "gwiazdkę" z dwóch (1 z 12 kawałków dzielimy jeszcze na połowę , żeby uformować 2 cieńsze wałeczki). Układać na lekko natłuszczonej blasze i zostawić do wyrośnięcia na około 30 minut. Po tym czasie bułeczki posmarować jajkiem roztrzepanym z wodą i piec około 15 minut w temp. 200 st.C.


wtorek, 8 grudnia 2009

KEKS BANANOWY


Lubię ciasta bananowe , lubię też keks - dwa w jednym to już rozpusta ;-) Aromatyczny , wilgotny , a do jego wykonania , w odróżnieniu od tradycyjnego keksu , nie musimy używać miksera - wszystkie składniki wystarczy wymieszać łyżką. Po upieczeniu ciasto najlepiej pozostawić do następnego dnia - ładniej się pokroi i lepiej będzie smakowało.
Przepis na ten keks zapisałam sobie dosyć dawno temu i... nie zaznaczyłam skąd pochodzi , więc jeżeli ktoś go rozpoznaje jako "swój" , to niech się zgłosi :-)

Składniki:
- 4 duże , dojrzałe banany
- 1 jajko
- 1 - 1 i 1/2 szkl. mąki
- 1 łyżeczka sody
- 1 szkl. cukru pudru
- 1/3 kostki masła
- bakalie (u mnie ok. 250 g)
- odrobina ekstraktu waniliowego (dodałam od siebie)

Przygotować mieszankę bakalii według własnego gustu. Suszone śliwki i morele pokroić w drobną kostkę, rodzynki namoczyć wcześniej we wrzącej wodzie , a następnie dokładnie odsączyć, orzechy grubo posiekać. Zasada jest taka: im więcej bakalii , tym mniej mąki.
W misce rozgnieść banany - ważne , aby zrobić to tłuczkiem lub widelcem, a nie mikserem. Następnie dodać resztę składników i ucierać do ich połączenia. Na końcu wsypać bakalie i delikatnie wymieszać.
Ciasto wylać do formy keksowej (u mnie 12 x 22 cm) wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą. Piec ok. 1 godziny w temp. 180°C.

niedziela, 6 grudnia 2009

SZYBKIE PIERNICZKI


W mojej rodzinie nie było tradycji pieczenia drobnych pierniczków na święta (piernik i owszem , choć też niekoniecznie). Pomyślałam sobie , że może warto by było to zmienić , zwłaszcza , że
wszyscy wokół "pierniczą". Piekłam już pierniczki z marmoladą (pyszne!) , a teraz postanowiłam , że wypróbuję jakiś szybki przepis na cienkie pierniczki ozdobne. To , czego szukałam , znalazłam na forum CinCin. Pierniki są rzeczywiście szybkie i proste do zrobienia (pomijam samo ozdabianie , bo to już inna bajka). Tuż po upieczeniu ciasteczka wydają się lekko twarde , ale miękną po kilku godzinach , a polukrowane jeszcze szybciej.
Moje pierwsze w życiu kolorowe pierniki :-) O ile samo pieczenie zajmuje stosunkowo mało czasu , tak zdobienie ciągnie się w nieskończoność. Osobiście nie wyobrażam sobie przygotowywania ich w ostatnich dniach przedświątecznej gorączki , ale myślę , że córcia chętnie by się tym zajęła , bo i tym razem już mi pomagała. Fajna zabawa , ale to zdecydowanie zajęcie dla dzieci albo dla osób bardzo cierpliwych i mających dużo wolnego czasu ;-)


Składniki:
- 70 g margaryny (dałam masło)
- 125 g miodu
- 70 g cukru pudru (dałam zwykły)
- 1 czubata łyżeczka przyprawy do pierników
- 1 jajko
- 1 łyżka kakao
- 250 g mąki
- 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Margarynę, miód i cukier dokładnie rozpuścić w rondelku na małym ogniu , często mieszając , do uzyskania jednolitej masy. Ostudzić.
Jajko ubić z kakao i przyprawą do pierników. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia , dodać ubite jajko i przestudzoną masę miodową. Wyrobić ciasto (będzie ono dosyć miękkie) i włożyć do lodówki na ok. 30 minut.
Stolnicę posypać obficie mąką i rozwałkować na niej ciasto na cienki placek. Foremkami wycinać dowolne kształty (pierniczki mogą być bardzo fikuśne, bo podczas pieczenia nie rosną na tyle, aby się mogły zdeformować). Układać na wyłożonych pergaminem blaszkach i piec 10 minut w temp. 180 st.C. Po wystudzeniu dowolnie udekorować.

Lukier:
- 1 białko
- 1 łyżeczka soku z cytryny
- cukier puder
- ew. barwniki spożywcze

Białko ucierać z sokiem cytrynowym dodając stopniowo cukier puder - do uzyskania odpowiedniej konsystencji (nie za rzadkiej , bo będzie się rozpływać i nie za gęstej , bo trudno będzie namalować wzorki).
Lukier można zabarwić według uznania lub pozostawić biały.

Uwagi:
Zaraz po upieczeniu pierniczki są lekko twarde, ale miękną po kilku godzinach , a polukrowane miękną jeszcze szybciej.

ARABESKA II

Kontakt

arabeskawaniliowa@gmail.com

Gościnna księga

Przegląd kulinarny